Matysiak w obronie osób LGBT+

Muszę dziś zabrać głos w sprawie tych nieszczęsnych „Kart Praw Rodzin” i „stref wolnych od LGBT”. Ostatnimi czasy polskie samorządy zaczęły przegłosowywać, że są „strefami wolnymi od LGBT”. Na szczęście nie jest to jeszcze prawo powszechnie obowiązujące, ale kolejne samorządy lokalnie decydują się na podejmowanie takich uchwał. W tej czy innej formie obejmują one już prawie całą Polskę południowo-wschodnią i ta strefa się rozszerza. Obecnie mieszka już w nich niemal jedna trzecia Polek i Polaków – ponad dziesięć milionów z nas.

W styczniu tego roku sejmik województwa łódzkiego – mojego województwa – przegłosował z kolei „Kartę Praw Rodzin”, to taka sama uchwała, opakowana dla niepoznaki w mniej nienawistną nazwę. To jest radykalny, skrajny dokument lobbowany przez ultrakatolicką organizację „Ordo Iuris”. Osobiście protestowałam na tym posiedzeniu sejmiku, apelując o jej odrzucenie. Mimo mojego stanowczego protestu Sejmik Województwa Łódzkiego „Kartę Praw Rodzin” przyjął. Co w niej złego? Istotą jej zła nie są słowa, którymi się posługuje, ale treść, którą chce napełnić lokalne prawo.

„Prawa rodzin” przez nią postulowane sprowadzają się do tego, że państwo polskie ma uznać, że nie istnieją geje, lesbijki, czy rodziny inne niż wzorce z okładek prasy katolickiej. To poniżanie ludzi – w XXI wieku, w centrum Europy. Skandal i absurd.  Te uchwały to nie tylko ośmieszanie prawa, a co za tym idzie całego państwa, ale też przejaw czegoś znacznie gorszego.

Nasycanie prawa radykalną ideologią, pisanie ustaw pod dyktando fanatyków religijnych i wiązanie świeckiego prawa z dogmatami religijnymi to cywilizacyjny regres. Ja zdaję sobie sprawę, że część prawej strony nie pogodziła się jeszcze ze skutkami Wielkiej Rewolucji Francuskiej i świeckość państwa, trójpodział władzy, prawa obywatelskie i koncepcja państwa jako republiki wolnych ludzi wydaje się Wam nadal obca i dziwna, ale czas już otrząsnąć się z tej mentalnej śpiączki. 

Proszę Państwa, merytorycznie ta karta to nonsens. Polskim rodzinom zagrażają: serie susz, zagraża kurczenie się instytucji państwa na prowincji, polskim rodzinom zagraża zapaść usług publicznych czy transportu publicznego, który wyklucza i marginalizuje miliony ludzi w naszym kraju. Na zmierzenie się z tymi problemami nie macie jednak pomysłu, na to nie możecie znaleźć pieniędzy w budżecie, nie na tym skupiacie siły i środki.

Zamiast mierzyć się z realnymi zagrożeniami tworzycie sobie figurę wroga, pokazujecie palcem na geja, lesbijkę, młodego chłopaka upokarzanego w swojej szkole, pokazujecie na dwóch mężczyzn trzymających się za ręce i mówicie “to jest Wasz wróg”. A za Waszym palcem, jak na rozkaz, z ambon w całej Polsce leje się podła szczujnia, media, które trzymacie na krótkiej smyczy, prowokują do aktów agresji przeciwko tzw. “ideologii LGBT”, którą wymyśliliście i definiujecie wyłącznie Wy.

Ktoś Was ośmieszył na arenie międzynarodowej? Wina LGBT!

Nie umiecie przeprowadzić czegokolwiek, żeby się nie poprzewracać o własne nogi? Wina LGBT!

Nie macie odwagi głośno i wyraźnie potępić pedofilii w Kościele Katolickim? Wina LGBT!

Rosną ceny prądu? Wina LGBT! 

Ale LGBT to nie ideologia. To ludzie. Z krwi i kości. Z marzeniami, lękami, z pragnieniem miłości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa, które jest nam wszystkim wspólne. Bo wszyscy jesteśmy ludźmi. I kiedy dzisiaj mówicie, że jesteście antyLGBT, to mówicie tak naprawdę, że jesteście antyludzccy.

To, co robicie, to pierwszy krok do odczłowieczenia milionów naszych współobywateli i współobywatelek. To moment, kiedy przez swoje propagandowe tuby lejecie dniem i nocą ściek, żeby przestać widzieć w LGBT zwykłych ludzi, a widzieć ideologię. Bo ideologię można kopnąć, można opluć, z ideologią można walczyć, można rzucić kamieniem jak ideologia idzie z flagą, można złapać taką ideologię i skopać jak psa lub wsadzić głowę do toalety i spuścić wodę. Bo to ideologia, nie człowiek. Bo tak było w telewizji, bo tak było w gazecie, bo tak było w kazaniu. To jest pierwszy przystanek do odczłowieczenia. Gdzie jak gdzie, ale tu, w Polsce, świetnie wiemy jak wygląda ostatnia stacja na tej drodze. 

Nakręcacie nienawiść wobec ludzi nieheteronormatywnych, tak jak nakręcaliście niechęć do uchodźców. Dla własnej korzyści politycznej gracie w bardzo niebezpieczną grę. Nie rozumiecie, że idee mają konsekwencje. Że słowa mają konsekwencje. Wy myślicie, że jak władze państwowe czy kościelne (choć za waszych rządów trudno dostrzec różnicę) coś mówią, gdy sejmiki czy rady miast podejmują uchwały, to słowa lecą gdzieś hen w przestrzeń i nic się nie zmienia. A zmienia. To się przekłada na życie. Ludzie biorą z tego przykład – co wolno, a czego nie wolno. Mówić, ale też i robić. 

I to już się dzieje.

Przypominam, że w zeszłym roku doszło do próby pogromu w czasie Parady Równości w Białymstoku. Przed dwoma tygodniami Onet opublikował reportaż o transseksualnym Wiktorze, który popełnił samobójstwo, bo został zaszczuty w szkole. Ten reportaż wstrząsnął połową Polski – przynajmniej tą połową, która ma sumienie. Dzieci popełniają w naszym kraju samobójstwa, bo nie mogą znieść atmosfery nagonki. I to się nie dzieje na Marsie, tylko w Warszawie. Tu i teraz. To jest skutek waszych decyzji i waszych zaniechań. To wy pozwalacie, żeby instytucje państwowe i kościelne prowadziły propagandę przeciwko każdemu kto nie jest białym, heteroseksualnym Polakiem katolikiem, najlepiej po ślubie kościelnym, z trójką dzieci i rosołem w niedzielę.

Wasze rozumienie świata na tym się kończy. Ale na tym nie kończy się świat. I na tym nie kończy się Polska. Nikt nie oczekuje, że polska prawica będzie awangardą postępu. Ale gdzieś tam głęboko wierzę. że jest w Was, może tłumiona i głęboko zakamuflowana, ale jest jeszcze ta szczypta odpowiedzialności, człowieczeństwa i honoru. Że jest odrobina rozsądku. Że powstrzymacie tę spiralę nienawiści, rozlew krwi, który już ma miejsce. Bo za każdym nienawistnym słowem, które wypowiadacie, czai się ludzka krzywda. Ból, cierpienie, czasem samobójcza śmierć.

Możecie odwracać wzrok, możecie przykrywać zakłopotanie rechotem i kolejnymi obelgami. Ale nie uciekniecie od tej krzywdy. Spójrzcie sobie na ręce. 

Dziękuję.