Darmowe leki dla ciężarnych wg PiS

Darmowe leki dla ciężarnych wg PiS

65 zł. Dokładnie tyle rząd zakłada, że kobieta wydaje na leki w trakcie ciąży. Całej ciąży. Nie miesięcznie. Nie kwartalnie. 65 zł na 9 miesięcy. Zanim projekt pojawił się na stronie sejmu miałam wobec niego duże oczekiwania. Darmowe leki dla kobiet w ciąży, to jeden z postulatów Lewicy. Na początku kadencji złożyłam w imieniu Klubu Lewicy ustawę o znacznym zwiększeniu nakładów na ochronę zdrowia. Nie tylko po to, żeby wyciągnąć ją z zapaści, w która wpychają ją wszystkie kolejne rządy, z waszym włącznie. Ale także po to, aby finansować programy tanich i darmowych leków. Dla seniorów. Dla osób z niepełnosprawnościami. I kobiet w ciąży. 

Niestety moje oczekiwania i oczekiwania klubu lewicy wobec tego projektu zostały zawiedzione. Ale to najmniejszy problem. Zawiedliście setki tysięcy ciężarnych kobiet, rodzin, które każdego dnia liczą, na które leki, witaminy, środki higieniczne mogą sobie pozwolić. Na co je stać, a na co już nie. Z czego mają zrezygnować, żeby kupić niezbędne leki? Te kobiety liczyły na ten projekt. Wy je zawiedliscie.

Ale po kolei. Co jest z tym projektem nie tak?

Przede wszystkim to, ile planujecie na niego wydać. W 2021 roku planują państwo wydać na leki dla kobiet w ciąży 24 mln 200 tysięcy. W 2019 roku urodziło się 375 tysięcy dzieci. To daje wspomniane już 65 zł na leki dla ciężarnej. Na cały okres ciąży. 

Ale to nie wszystko. Wasz projekt zakłada, że darmowe będą tylko refundowane leki. Więc nie będzie darmowych witamin, które kobiety w ciąży muszą brać dla swojego dobra i dla dobra swojego dziecka. Nie będzie refundacji pasków testowych do pomiaru cukru, nie będzie refundacji podkładów poporodowych i opatrunków i leków na nadciśnienie. Czy to znaczy, że w Polsce radzimy sobie z cukrzycą ciążową bez regularnych pomiarów cukru? Czy Ministerstwo Zdrowia opracowało nowe wytyczne postępowania z ranami po cięciu cesarskim bez użycia opatrunków? Czy może już wiadomo jak obniżać ciśnienie krwi samą siłą woli?

Wasza ustawa zakłada też, że pomoc państwa kończy się na etapie porodu. Połóg? Zapomnij! Tutaj zostajesz pozostawiona sama sobie. Widać, że było to pisane przez osoby, które ciążę i poród widziały ostatnio w podręczniku do fizjologii 40 lat temu. To nie jest oczywiście zaskoczenie, tylko standard — niestety! — polskiego podejścia. Zadaniem kobiety jest rodzić, w ciąży dostaje jakąś tam szczątkową pomoc, a jak urodzi, to nie dostaje już nic, bo wtedy wszystko jest już tylko jej problemem.

I to oczywiście jest postawienie sprawy na głowie. To pokazuje, że ten projekt to jedna wielka PRowa ściema. Co trzeba by zrobić, żeby to przestała być ściema? Jak przywrócić ręce i nogi temu projektowi? Jak wlać sens w tę wydmuszkę? Przede wszystkim trzeba zwiększyć finansowanie projektu. Według badania przeprowadzonego przez platformę MAM okres ciąży kosztuje przeciętnie kobietę 2100 zł. Nie 65. To spora, ponad 30-krotna różnica. Przygotowaliśmy na to stosowną poprawkę.

Ten projekt trzeba też rozszerzyć tak, żeby obejmował wszystko to, co niezbędne dla prawidłowego przebiegu ciąży.  Przygotowaliśmy stosowną poprawkę rozszerzająca listę bezpłatnych produktów o wyroby medyczne i środki specjalnego przeznaczenia żywieniowego. Minister Zdrowia musi mieć też prawo z własnej inicjatywy objąć refundacją leki dziś nierefundowane, a stosowane choćby w nadciśnieniu ciążowym – w waszej wersji znajdą się poza listą. Też przygotowaliśmy stosowne rozwiązanie.

Wreszcie – wydłużenie czasu w jakim przysługiwać będą darmowe leki i wyroby medyczne – jeżeli ten projekt ma mieć sens, to musi też obejmować okres połogu. Bo widzicie, nam na Lewicy zależy, żeby państwo zadbało o kobiety. Porządnie i kompleksowo. A nie tylko mówiło że to robi, zamiast pomocy dając jej tanią atrapę.

Przyjmując poprawki Lewicy macie szansę dać kobietom w ciąży i w połogu prawdziwe wsparcie, zamiast fałszywej troski za 65 złotych na 9 miesięcy.

Fot.: Kancelaria Sejmu