dr Tomasz Makarewicz, Michał Mierzwa, Marcin Wroński

Frankowicze: analiza i rekomendacja

Podziękowania

Autorzy dziękują za wartościowe uwagi członkom Koła Tematycznego Polityki Gospodarczej i Finansów Partii Razem oraz wszystkim uczestnikom dyskusji na forum na temat pierwszej wersji tego dokumentu. W szczególności dziękujemy doktorowi Maciejowi Grodzkiemu za cenny komentarz do naszej propozycji.

Źródło

Poniższy tekst został napisany na podstawie ostatniego raportu KNF-u pt. „Raport o sytuacji banków”, dostępnego pod adresem:
http://www.knf.gov.pl/Images/RAPORT_O_SYTUACJI_BANKOW_2015_tcm75-47215.pdf

Należy podkreślić, że z uwagi na zmieniającą się sytuację gospodarczą (w szczególności kurs franka szwajcarskiego), przedstawione poniżej wyliczenia mają charakter aproksymacji (należy je traktować w przybliżeniu).

Analiza

Opis problemu

Na początku 2016 roku tzw. kredyty frankowe, czyli kredyty hipoteczne w CHF, warte były w przybliżeniu 135-140 mld złotych (w zależności od konkretnego miesiąca i danego kursu walutowego). Stanowi to nieco ponad jedną trzecią wartości wszystkich kredytów mieszkaniowych gospodarstw domowych oraz około 8,5% wszystkich aktywów sektora bankowego.

Kredyty frankowe były popularne z uwagi na niższy SARON od WIBOR-u (stopy referencyjne odpowiednio SNB i NBP). W praktyce oznaczało to, że jeśli nie uwzględni się ryzyka walutowego (założy się stały lub spadający kurs franka wobec złotego), kredyty frankowe będą tańsze dla konsumenta. Stąd też banki oferowały kredyty frankowe klientom, których zdolność kredytowa wykluczała kredyty mieszkaniowe w złotówkach, ale też zachęcały do kredytów frankowych bogatszych klientów. W praktyce banki zarabiały nie tyle na stopie procentowej, ile na tzw. spreadzie, czyli różnicy między ceną kupna (na rynku) i sprzedaży (frankowiczom) franka. Ponadto forma spłaty kolejnych rat (we frankach) oznacza, że to frankowicze mieli w całości pokryć ryzyko walutowe (co zresztą mogłoby być dla nich korzystne przy dalszej aprecjacji złotego).

Należy tu podkreślić, że tylko część banków pozyskiwała środki na kredyty frankowe, emitując obligacje frankowe. Pozostałe banki oferowały produkty, które często były nie tyle kredytami w rozumieniu prawa, ale skomplikowanymi instrumentami finansowymi, łączącymi złotówkowe zobowiązania banków i samych kredytobiorców z kursem CHF i SARON-em oraz aktywami instytucji zagranicznych (np. poprzez wykorzystanie CIRS-ów, czyli Cross Currency Interest Rate SWAP). Pozwalało to omijać bankom obowiązujące regulacje, ale przede wszystkim dla banków o niższej wiarygodności lub rozpoznawalności na światowych rynkach finansowych pozostawało to najłatwiejszą drogą na pozyskiwanie franków na poczet kredytów frankowych (których polskie banki nie mogły oczywiście brać „z powietrza”).

W praktyce więc banki często nie miały bezpośrednich zobowiązań frankowych w sensie księgowym, ale poprzez zobowiązania pośrednie te instrumenty zachowywały się ekonomicznie jak zwykłe kredyty walutowe. Stąd też i frankowicze (bankom), i same banki (swoim kontrahentom) muszą te instrumenty spłacać we frankach. Ponadto taka forma kredytów pozwalała bankom na stosowanie niejasnych zapisów odnośnie do kursu wymiany franka przez frankowiczów, co umożliwiało wysoki zysk ze spreadu PLN/CHF. Z drugiej strony te dwa aspekty kredytów frankowych skłoniły wielu frankowiczów do podważenia legalności swoich aktualnych zobowiązań. Chodzi więc o zwrot (niezwykle zyskownych dla banków) spreadów, ale też o podważenie samej „frankowości” tych kredytów i uznanie, że były od początku kredytami złotówkowymi (co ma oczywiste konsekwencje dla wartości tychże kredytów).

Kredyty frankowe były popularne do 2008 roku, kiedy nastąpiła aprecjacja franka szwajcarskiego w stosunku do polskiego złotego. W 2008 r. kurs franka osiągnął lokalne minimum przy wartości nieco poniżej 2 PLN. Następnie obserwowaliśmy trzy skoki jego wartości: w 2009 r. do przedziału 2,5–3 PLN, w 2011 r. do wartości około 3,5 PLN i wreszcie na początku 2015 r. (kiedy SNB uwolnił kurs franka wobec euro) do wartości nieco ponad 4 PLN (kurs od początku roku pozostaje mniej więcej na tym poziomie). Pokazuje to, że założenie braku ryzyka walutowego okazało się mrzonką.

Gwałtowny wzrost wartości franka miał niekorzystny wpływ na frankowiczów. Po 2008 roku liczba przyznanych kredytów frankowych spadła ze 100–150 tys. rocznie do poziomu około 10 tys. w latach 2010 i 2011, a po 2011 roku do mniej niż stu rocznie (!). W tym samym czasie systematycznie rosła wartość kredytów frankowych pozostałych do spłacenia. Jak pokazuje raport KNF-u, o ile pierwsze raty były wyraźnie korzystne dla frankowiczów z uwagi na niskie odsetki (niższy SARON od WIBOR-u), o tyle aktualnie, wraz ze wzrostem wartości kapitału pożyczki w przeliczeniu na złote, płacą oni wyższe raty (w złotych), niż gdyby wzięli kredyt w złotówkach.

Dla typowego frankowicza rata kredytu wzrosła o jakieś 30%1. Z drugiej strony, w początkowym okresie frankowicze płacili stosunkowo niższe odsetki od regularnych kredytobiorców. Na przykład dla kredytów frankowych o dłuższych okresach kredytowania obecna rata wciąż jest niższa (!) niż pierwsza rata porównywalnego kredytu złotówkowego. Na relatywnie gorszą pozycję frankowiczów złożyło się bowiem obniżenie stóp procentowych NBP (i WIBOR-u). Oznacza to, że gdyby NBP znacząco podniósł stopy procentowe (co może nastąpić w średnim okresie, ale raczej nie w horyzoncie najbliższych dwóch lat), pod względem raty kredytu frankowicze znaleźliby się ponownie w relatywnie dobrej pozycji wobec złotówkowiczów. W istocie aprecjacja franka dotknęła frankowiczów dopiero wtedy, kiedy cena franka osiągnęła poziom 3,5–4 PLN. Przy obecnym kursie walutowym KNF szacuje, że całkowite koszty kredytu frankowego będą o około 20% wyższe niż porównywalnego kredytu złotówkowego.

Problemem frankowiczów nie są stopy procentowe, ale tzw. wskaźnik LtV (Loan-to-Value, czyli stosunek pożyczki do wartości zabezpieczenia). Obecnie nieco ponad połowa wartości (i jedna trzecia liczby) kredytów frankowych ma LtV powyżej 100%. Oznacza to, że mniej więcej jedna trzecia frankowiczów ma kredyt wyższy niż wartość mieszkania, które ma zabezpieczać ten kredyt – i to pomimo faktu, że większość tych kredytów zaciągnięto przynajmniej 10 lat temu2.

Frankowicz, którego mieszkanie jest warte mniej od kredytu, formalnie może wciąż ten kredyt spłacić. Wymaga to wszakże utrzymania niezmiennego strumienia dochodów przez całe gospodarstwo domowe i to na poziomie odpowiadającym nowemu kursowi franka. Mówiąc wprost, frankowicze nie powinni chorować, rozwodzić się, a już na pewno nie mogą sobie pozwolić na degradację lub utratę stanowiska pracy. W przypadku negatywnych zdarzeń losowych nie mogą w celu spłaty kredytu sprzedać zastawionego mieszkania, które jest teraz warte mniej od kredytu.

Ekonomiczna ocena ryzyka

W obecnej sytuacji prawnej sytuacja frankowiczów zależy przede wszystkim od kursu franka. Niezależnie więc od czynników indywidualnych ryzyko kredytów frankowych jest skorelowane pomiędzy frankowiczami. Oznacza to, że wysoki udział kredytów ze wskaźnikiem LtV powyżej 95% oznacza ryzyko w trzech wymiarach:
1. ryzyko indywidualne samych frankowiczów – zdarzenia losowe (np. utrata pracy) mogą oznaczać bankructwo i utratę mieszkania (przy czym w polskim systemie prawnym niewypłacalność kredytowa oznacza dla kredytobiorcy poważne konsekwencje, wykraczające daleko poza utratę nieruchomości zabezpieczającej kredyt);
2. ryzyko pojedynczych banków – w wypadku aprecjacji franka, banki o wysokim udziale kredytów frankowych w aktywach mogą stracić płynność, co oznacza interwencję KNF-u (koszt społeczny) albo bankructwo (koszt dla pozostałych klientów banku);
3. ryzyko systemowe – w przypadku aprecjacji franka KNF może nie być w stanie opanować sytuacji, a banki „frankowe” mogą zarazić utratą płynności inne instytucje sektora finansowego.

Należy podkreślić, że ryzyko systemowe nie jest abstrakcją. Jak bardzo może być dolegliwe, widzieliśmy w trakcie ostatniego kryzysu, kiedy wiele państw, w tym USA i państwa strefy euro, poniosło olbrzymie koszty w celu zahamowania efektu domina w sektorze bankowym. Na przykład USA w 2008 roku wyłożyły 700 miliardów USD na ratunek kilkudziesięciu instytucji finansowych (Troubled Asset Relief Program). TARP ostatecznie kosztował USA około 25 miliardów USD (po reprywatyzacji udziałów banków wykupionych w początkowym okresie kryzysu), ale kryzys nie został opanowany, mimo że w samej Ameryce administracje Busha i Obamy dodatkowo wydały około tryliona(!) USD na tzw. impuls fiskalny dla ratowania sektora realnego amerykańskiej gospodarki. Z drugiej strony Atlantyku państwa strefy
euro wyłożyły w sumie około 780 miliardów euro na zabezpieczenie banków (European Financial Stability Facility), które zostały dotknięte kryzysem – ten program uratował banki, ale nie oddalił recesji w strefie euro.

Kredyty frankowe to niecałe 10% aktywów polskich banków, czyli istotny element polskiego sektora bankowego. Co więcej, kredyty frankowe są nierówno rozłożone pomiędzy banki. Oznacza to, że zawirowania na rynku walutowym (i bankructwo frankowiczów) albo nagły spadek wartości tych zobowiązań (np. w wyniku uznania, że frankowicze od początku mieli zobowiązania złotowe, a więc że całe ryzyko walutowe przechodzi na banki), może poważnie zagrozić stabilności sektora bankowego. Banki z dużym portfelem kredytów walutowych3 od razu znajdą się w bardzo złej sytuacji i pociągną za sobą pozostałe instytucje finansowe. W takiej sytuacji państwo musi zdecydować się pomiędzy (1) kosztowną interwencją w stylu TARP albo EFSF a (2) przyzwoleniem na efekt domina w sektorze bankowym i w konsekwencji pewnym kryzysem gospodarczym.

Do jakiego stopnia należy się bać aprecjacji franka? Kredyty frankowe mają długi okres zapadalności, tak więc jeszcze przez długi czas kluczowa jest wartość kapitału do spłacenia (denominowanego przecież w obcej walucie) kredytów frankowych. Jakkolwiek fundamenty makroekonomiczne polskiej gospodarki wydają się dość stabilne, wzrost na poziomie europejskim pozostaje słaby (co napędza aprecjację franka wobec euro i, w konsekwencji, także wobec złotówki). Ponadto, niezależnie od fundamentów makroekonomicznych, ostatni kryzys wciąż nakręca spiralę problemów politycznych. Pomimo braku zainteresowania mediów, Grecja pozostaje niestabilna gospodarczo i w każdej chwili może wybuchnąć politycznie. Nie wiemy jeszcze, jak dokładnie będzie wyglądał Brexit, ale najbardziej prawdopodobne warianty (Europa dwóch prędkości, ograniczenia dla Polaków w dostępie do brytyjskiego rynku pracy i dóbr, wreszcie – możliwy kryzys polityczny samej Wielkiej Brytanii) będą raczej odstraszać inwestorów od politycznie i dyplomatycznie nieodpowiedzialnego rządu Beaty Szydło. Na domiar złego, populistyczni politycy weszli do głównego nurtu polityki w takich krajach europejskich jak Francja, Włochy, Hiszpania, Austria, Słowacja i Holandia – albo wręcz go opanowali. Nie jest też jasne, jakie skutki gospodarcze – niezależnie od fundamentów – będzie miała polityka rządu Beaty Szydło. Dotychczasowe doświadczenie skłania do umiarkowanego pesymizmu.

Wszystkie te czynniki polityczne i gospodarcze oznaczają, że w krótkim okresie nie można wykluczyć gwałtownych wahań na rynkach walutowych i dalszej aprecjacji franka wobec euro i złotego. Oznacza to, że w perspektywie roku albo dwóch kredyty frankowe mogą stać się jeszcze poważniejszym problemem – w skali pojedynczych frankowiczów i całego sektora bankowego.

Możliwości i ograniczenia polityki

Krytyka polityki PiS i PO

Do ostatnich wyborów PO nie pochyliła się nad problemem frankowiczów, uznając, że obecny stan rzeczy jest zadowalający albo że problem frankowiczów rozejdzie się po kościach. Ta polityka prowadzi do poważnego ryzyka dla frankowiczów i sektora bankowego, należy więc ją odrzucić.

Andrzej Duda obiecywał pomoc frankowiczom w czasie swojej kampanii wyborczej. Także Prawo i Sprawiedliwość budowało kampanię wyborczą na nadziejach związanych z rozwiązaniem problemów kredytobiorców frankowych. Przez ostatni rok pojawiały się zapowiedzi przedstawienia projektu ustawy, przy czym plotki o kolejnych wersjach tzw. propozycji prezydenckiej sugerowały stanowisko kosztowne dla banków i korzystne dla frankowiczów.

Kancelaria prezydenta przedstawiła konkretny projekt na początku sierpnia 2016 roku, po prawie roku prac. Projekt ten kompletnie odbiega od sugerowanych wcześniej rozwiązań: przewiduje tylko zwrot spreadów dla frankowiczów, natomiast odracza przewalutowanie kredytów.

Projekt nie likwiduje dwóch największych problemów. Po pierwsze, nie rozwiązuje kwestii ryzyka kursowego, które boleśnie odczuwają przy każdej skokowej zmianie notowań posiadacze kredytów frankowych i które kładzie się cieniem na całym sektorze finansowym. Po drugie, projekt nie pomaga w żaden sposób tym frankowiczom, którzy już mają problem ze spłatą kredytu.

PiS ostro atakowało poprzedni rząd za ignorowanie frankowiczów, ale samo nie miało odwagi, by jakkolwiek rozwiązać ten problem w sposób systemowy i z poszanowaniem interesów wszystkich stron, a nie tylko samych banków. Warto przypomnieć także, że w 2006 roku to właśnie PiS głośno protestowało, gdy KNF próbował ograniczyć możliwości zadłużania się w obcych walutach.

Trójkąt państwo-banki-frankowicze

Rozwiązanie problemu kredytów frankowych, tzn. podział kosztów zrealizowanego ryzyka walutowego, wiąże się z jakimś podziałem kosztu pomiędzy bankami i/lub frankowiczami. W praktyce konieczna może też być pewna pomoc publiczna. Sytuację komplikuje niejasny status prawny kredytów frankowych.

Na niekorzyść frankowiczów przemawiają następujące fakty: przez długi czas kredyty frankowe były tańsze, nie ma więc powodu, dla którego gospodarstwa domowe z kredytami złotówkowymi oraz inni klienci banków mieliby dopłacać się do frankowiczów czy też narażać się na ryzyko krachu systemu bankowego. Frankowicze są też zamożniejszą grupą społeczną (choć oczywiście nie najbardziej zamożną). Z drugiej strony, wielu frankowiczów znalazło się w trudnej sytuacji materialnej. Wydaje się też, że w wielu przypadkach banki wciągały frankowiczów w kredyty o celowo niejasnych warunkach i nie informowały frankowiczów (wbrew powinności wobec konsumenta) o ryzyku walutowym.

Na niekorzyść banków przemawia fakt, że banki nie powinny oferować kredytów frankowych klientom, którym zarazem odmawiały zdolności do kredytu złotówkowego. Za absurdalny należy uznać argument, że banki nie były świadome ryzyka walutowego, bowiem stanowi to elementarną wiedzę ekonomiczną. A zatem albo uznajemy, że banki po prostu były świadome tego ryzyka i świadomie przerzuciły je w całości na klientów, albo że kierownictwa banków nie dopełniły obowiązków związanych z prowadzeniem banku. Nie wolno też zapominać, że kredyty frankowe po prostu przynosiły bankom zyski.

Nie jest wreszcie jasne, jakie skutki przyniosłoby pozostawienie tej sprawy do rozstrzygnięcia wyłącznie sądom. Nawet jeśli ostatnie wyroki zapadały raczej na korzyść frankowiczów, to są to często wyroki nieostateczne, a poza tym te sprawy dotyczą wciąż niewielkiej części klientów. Oznacza to, że rozstrzygnięcie prawne tego problemu jako całości może potrwać lata. Co więcej, nie ma gwarancji, czy takie rozstrzygnięcie byłoby optymalne z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej – i to zarówno z punktu widzenia frankowiczów (w wyniku niesprzyjających im wyroków), jak i pozostałych klientów banków (w wyniku rozstrzygnięć, które w krótkim okresie nadmiernie obciążyłyby sektor bankowy). Ponadto kary dla banków nie są jednoznaczne z karami dla osób odpowiedzialnych za ten stan rzeczy.

W konsekwencji polityka musi ustalić balans pomiędzy winą banków i frankowiczów, ale zarazem musi brać pod uwagę trade-off pomiędzy pomocą klientom indywidualnym a ryzykiem systemowym, które w praktyce oznacza kosztowną interwencję publiczną.

Rekomendacja

Uwaga:
Z uwagi na brak danych na poziomie mikro poniższe liczby należy traktować jako wartości szacunkowe.

Opis skrócony

1. Wszystkie kredyty frankowe należy uznać za takie i natychmiast przewalutować na złotówkowe. Z uwagi na skalę problemu, niemożliwe jest przewalutowaniu kredytów po kursie znacząco korzystniejszym dla frankowiczów.
2. Należy skupić się na pomocy tym frankowiczom, którzy „wypadli poza burtę”.
3. Dodatkowo frankowiczom należy pomóc w roszczeniach z tytułu praw konsumenta z uwagi na niekorzystne spready, ale nie z uwagi na sam fakt wzięcia kredytu we frankach zamiast w złotówkach.
4. W krótkim okresie potrzebna będzie pomoc NBP lub budżetu państwa, ale powinna ona mieć formę pożyczki, a nie pomocy bezzwrotnej.
5. Należy wprowadzić zmiany w prawie upadłościowym, które pozwolą na oddanie mieszkania w zamian za całkowite uwolnienie się z obciążeń hipotecznych.
6. Pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które tworzyły system wyceny ryzyka kredytów frankowych.
7. Korekta nadzoru finansowego.

Przy kursie przewalutowania równym 3,94 PLN za CHF (kurs na koniec 2015 roku), koszt takiego rozwiązania w krótkim okresie to około 35 mld PLN.

Przewalutowanie kredytów frankowych

Kredyty frankowe, niezależnie od ich statusu prawnego, należy uznać za kredyty de facto walutowe i en bloc przewalutować na kredyty złotówkowe oraz powiązać raty z WIBOR-em. W przeciwnym razie pozostaną miną, która w każdej chwili może wysadzić polski sektor finansowy w powietrze. Tu pojawia się problem konkretnego kursu przewalutowania. Należy też pomóc frankowiczom, których wskaźnik LtV (wartość kredytu do wartości mieszkania) przekracza 95%.

Zacznijmy od pomocy indywidualnym frankowiczom, którzy „znaleźli się za burtą”: wartość kredytu po przewalutowaniu nie może przekraczać 95% wartości mieszkania (LtV<=95%)4. Taki rodzaj pomocy powinien w większości przypadków rozwiązać problem najbardziej zagrożonych frankowiczów. Co więcej, w praktyce pomoże to też tym frankowiczom, którzy stracili więcej na aprecjacji franka do złotówki. Przy założeniu podstawowego kursu przewalutowania równego 3,94 PLN za CHF (kurs na koniec 2015 roku, kurs z ostatnich miesięcy jest zbliżony do tego poziomu), to rozwiązanie wiąże się z kosztem rzędu wielkości 35 mld PLN5. Warto więc zauważyć, że nawet najprostsza forma pomocy frankowiczom oznacza olbrzymie koszty (trzykrotność zysków sektora bankowego w 2015 r.), których sektor bankowy nie jest w stanie sfinansować w krótkim okresie. Nie można jednak zrezygnować z tego rodzaju pomocy, o ile nie chcemy dopuścić do potencjalnej fali bankructw frankowiczów6.

Sprawiedliwe wobec kredytobiorców złotówkowych wydaje się doprowadzenie do sytuacji, w której ich koszty pełne będą porównywalne z pełnymi kosztami frankowiczów. Oznacza to, co ciekawe, że kurs przewalutowania nie powinien wiele się różnić od aktualnego (patrz wyliczenia KNF). Proponujemy więc jako sprawiedliwy kurs z końca 2015 roku, tzn. 3,94 PLN za CHF7.

Pomoc dla sektora bankowego

Szacunkowy koszt przewalutowania to trzykrotność zysków sektora bankowego. To sprawiedliwe, aby właśnie banki pokryły ten koszt. Banki to instytucje zaufania publicznego, które powinny umieć zarządzać ryzykiem i transakcjami finansowymi klientów. Nie wolno zapominać, że kredyty frankowe były w przeszłości dla banków źródłem znacznych zysków.

Nie można jednak oczekiwać, że jednorazowe pokrycie kosztów proponowanego przewalutowania odbędzie się bez negatywnych konsekwencji dla stabilności sektora bankowego. Dlatego, niestety, niezbędna jest pomoc publiczna, aby sektor bankowy mógł rozłożyć ten koszt w czasie. Niezależnie od ograniczeń prawnych, ekonomicznie możliwa jest forma pomocy ze strony budżetu państwa i NBP (w formie czasowej nacjonalizacji części udziałów, wykupu obligacji, kredytu, itp.). W praktyce, z uwagi na ograniczenia budżetu, najpewniej trzeba będzie zastosować kilka takich rozwiązań.

Banki, które będą potrzebować takiej pomocy, powinny zostać objęte specjalnym nadzorem KNF-u. Co więcej, okazana pomoc nie może być darmowa. Na przykład w wypadku zaciągnięcia kredytu banki powinny go spłacić w następnych latach – odpowiednio oprocentowane.

Pomoc prawna dla kredytobiorców

Wyroki sądowe w kilku sprawach „frankowych” sugerują, że umowy kredytowe dla frankowiczów były konstruowane wadliwie i z pominięciem dobrego interesu kredytobiorców. Doniesienia medialne wskazują też, że frankowicze mogli być niedostatecznie informowani o skali ryzyka walutowego. Należy uznać za absurdalny argument, że ryzyka walutowego nie dało się przewidzieć. KNF i sądy powinny w sprawach frankowiczów trzymać się właśnie takiej wykładni i nieścisłości w umowach tłumaczyć na korzyść kredytobiorców. Dotyczy to w szczególności niejasnych zasad spreadów. Z drugiej strony, nie można argumentować, że frankowicze byli nieświadomi, że biorą kredyty walutowe.

Sankcje za działalność na szkodę spółki

Ryzyko walutowe jest sprawą oczywistą dla każdego ekonomisty, więc nie da się obronić słuszności sytuacji, w której osoba bez zdolności kredytowej w walucie własnej ma zarazem zdolność kredytową w walucie obcej, nawet w wypadku dużych różnic w stopach procentowych. Dlatego w wypadku banków o dużym udziale kredytów frankowych, i dla których niezbędna okaże się pomoc publiczna, a także w wypadku instytucji, które pośredniczyły w zawieraniu kredytów frankowych dla tych banków, należy zbadać jakość zarządzania ryzykiem. Jeżeli kontrola wykaże podejrzenie złej jakości zarządzania ryzykiem, powinniśmy uznać to za złą praktykę i potencjalną działalność na szkodę spółki. Prokuratura przy solidnym wsparciu KNF-u powinna szczegółowo zbadać te praktyki, a następnie ewentualnie pociągnąć do odpowiedzialności osoby odpowiedzialne za sprzedaż kredytów frankowych oraz odpowiedzialne bezpośrednio lub pośrednio jako osoby zarządzające systemem kredytowania.

Korekta nadzoru finansowego

Jednym z argumentów na rzecz kredytów frankowych ma być ich korzystny wpływ na sektor mieszkaniowy (stymulacja popytu, a więc i podaży mieszkań). Problematyka polityki mieszkaniowej wykracza poza ramy tego dokumentu, ale należy zauważyć, że wymaga ona osobnej interwencji publicznej.

Należy podkreślić inny aspekt tego zagadnienia. Po pierwsze, wydaje się, że KNF w wypadku kredytów frankowych był reaktywny, a nie aktywny. W rezultacie zbyt powolnej interwencji problem urósł do wielkości 9% PKB. Oznacza to, że należy wyposażyć KNF w silniejsze kompetencje i środki do kontroli sektora publicznego oraz wzmocnić jego współpracę z NBP. W szczególności należy rozszerzyć obszar zainteresowania KNF-u na wszystkie sektory rynku finansowego8.

Po drugie, słabość reakcji KNF-u w dużej mierze związana jest z niską niezależnością tej instytucji od polityki. Powszechnie znane są na przykład naciski rządów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego na KNF, aby traktował rynek kredytów frankowych „ulgowo”. W ten sposób politycy rekompensowali braki w publicznej polityce mieszkaniowej, za które zresztą byli odpowiedzialni9. Dlatego należy wzmocnić niezależność KNF-u na podobieństwo np. NBP.


Przypisy:

1 Ten szacunek, i wszystkie poniższe, uśredniają kredyty o różnych wielkościach i okresie kredytowania. Bardziej szczegółowe informacje zawiera raport KNF-u.
2 Obok aprecjacji franka składa się na to też spadek cen nieruchomości w Polsce po 2008 roku.
3 Przykładem jest jeden z dziesięciu największych banków w Polsce, którego blisko 40% aktywów to kredyty hipoteczne walutowe.
4 Przy czym takie korzystne przewalutowanie powinno być dostępne tylko dla tych frankowiczów, którzy nie mają innych mieszkań bądź aktywów o znaczącej wartości. Dotyczy to tylko jednej nieruchomości na gospodarstwo domowe i tylko w wypadku nieruchomości na osobisty użytek, a nie na użytek inwestycji.
5 Przy LtV<=100% koszty tego projektu byłyby niewiele mniejsze, w granicach 30–32 mld PLN.
6 W publicystyce pojawił się też pomysł, żeby frankowicze z LtV>=100% po prostu oddali swoje mieszkanie bankowi w zamian za umorzenie długu. Warto zauważyć, że w sensie kosztów to rozwiązanie jest podobne do zaproponowanego przez nas, ale uniemożliwia frankowiczom utrzymanie mieszkania za cenę chociaż częściowej spłaty kredytu.
7 Należy też zauważyć, że z uwagi na wartość wszystkich kredytów przewalutowanie po niższym kursie – pomoc dla wszystkich frankowiczów niezależnie od ich statusu majątkowego – oznaczałoby znaczne koszty, które w praktyce musiałyby być w części sfinansowane ze środków publicznych. Na przykład przewalutowanie po kursie 3,75 PLN za CHF (ok. 20 groszy poniżej obecnego kursu) oznacza koszt netto około 2 mld PLN. Bezpośredni koszt to 7 mld PLN, ale zarazem o 5 mld PLN poprawia się sytuacja frankowiczów z wysokim obecnym LtV.
8 Przykładem podobnego ograniczenia KNF-u było wyciągnięcie SKOK-ów spod jego nadzoru, co nota bene również doprowadziło sektor SKOK-ów do poważnych problemów.
9 Nawiasem mówiąc, SKOK-i były wyjęte spod nadzoru KNF-u z powodu powiązania polityków PiS-u z KSKOK.