Czyja jest Europa? Lobbystów i rajów podatkowych?

Sejm, 15 lipca 2020 r. Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw

To jest dobry dzień dla Polski, bo robimy krok w stronę solidarnej Europy.

Co prawda na ostatnią chwilę, ociągając się i ewidentnie wbrew woli zarówno PiS-u, jak i PO, ale robimy. To jest dobry krok. W świecie, któremu grozi kryzys klimatyczny i gospodarczy, szalejące nierówności i wciąż rosnąca potęga ponadnarodowych korporacji niczego bardziej nie potrzebujemy, jak silnej, spójnej i solidarnej Europy. Żaden kraj w pojedynkę nie poradzi sobie z ogromnymi wyzwaniami przyszłości. Dziś na tej sali znów słyszałem przepychanki PiS-u z PO. Panowie, dajcie spokój! To są wyzwania, przy których cała ta wasza wojna to jest dziecinna igraszka.

Kwestia pracowników delegowanych budzi spore emocje na całym kontynencie, bo dotyka sedna sporu o Europę. Czy Unia Europejska powinna być jedynie wspólnym rynkiem, na którym rządzi bezduszna zasada zysku ponad wszystko. Czy Europę ma organizować naczelna zasada wolnej konkurencji czyli bezustannej walki wszystkich ze wszystkimi? Czy też chcemy budować Europę na zasadach solidarności i współpracy? Tak by Europa gwarantowała wszystkim jej mieszkańcom uczciwie opłacaną pracę i godne warunki życia.

Dyskusja na temat pracowników delegowanych to dyskusja o tym w czyim interesie ma być urządzona Europa. Czy ma być urządzona w interesie wielkich korporacji, zalewających Brukselę armią lobbystów. Czy też ma być urządzona w interesie pracującej większości, Europejczyków, którzy żyjąc od pierwszego do pierwszego realnie ten kontynent utrzymują? Korporacje wykorzystują każdy przepis i każdą lukę prawną, żeby płacić ludziom jak najmniej, obejść prawo pracy, unikać płacenia podatków od swoich gigantycznych zysków. Zarabiać ile wlezie, a wszystkie koszty przerzucić na ludzi. Odpowiedzią musi być solidarna Europa, która równa w górę, a nie w dół.

Zmiana ustawy o delegowaniu pracowników brzmi skomplikowanie, ale tak naprawdę sprawa jest prosta. Chodzi o to, żeby każdy pracownik oddelegowany przez firmę do pracy w innym kraju UE mógł liczyć na takie same warunki pracy i płacy, jakie obowiązują w danym państwie. Brzmi uczciwie? Dla nas tak, ale polskiej prawicy się to nie podoba. Europosłowie z PiS-u i z PO byli przeciwko tej zasadzie, bo chcą konkurować niskimi kosztami pracy. Tym, że Polacy są tani, można im mniej płacić i gorzej traktować. Tyle by było, jeżeli chodzi o wstawanie z kolan.

Lewica mówi jasno. Polski pracownik nie może być traktowany gorzej niż pracujący u jego boku Niemiec, Francuz czy Czech, ale mówimy coś jeszcze. Brak solidarności i zaniżanie standardów na dłuższą metę nikomu w Europie się nie opłaca. Jasne, można powiedzieć, że przez jakiś czas polskie firmy będą miały przewagę, bo płacą mniej oszczędzając kosztem ludzi. Słaby to pomysł na rozwój kraju, ale niech będzie. Załóżmy przez chwilę, że prawicy się udało i tak zostaje. Europą dalej rządzi wolnorynkowy dogmatyzm. Pracownicy z krajów zachodu konkurować muszą z gorzej opłacanymi Polakami, tracą robotę albo ich pensje spadają. I co sobie taki niemiecki czy włoski pracownik myśli? Myśli: na cholerę mi taka Europa, żaden to dla mnie interes. Przecież to właśnie stąd się biorą napięcia, które rozsadzają Unię. Czy naprawdę tego chcemy?

To zresztą nie wszystko. Załóżmy na chwilę, że konkurowanie niskimi płacami się Polsce opłaca. To znaczy – panu premierowi się opłaca, firmom się opłaca, bo pracownikom to już niekoniecznie. Ale załóżmy, że tak jest. Otóż Holandii, Irlandii i Luksemburgowi opłaca się żeby korporacje robiące biznesy w Polsce płaciły podatki u nich. Premier Morawiecki słusznie się upomina o to, żeby z tym walczyć, żeby walczyć z rajami podatkowymi. Bardzo rządowi kibicuje w tej walce, bo chcę, żeby w Europie wielki biznes zaczął w końcu uczciwie płacić podatki. Tylko czy jesteśmy się w stanie skutecznie upominać o solidarność w kwestii podatkowej, jednocześnie odmawiając solidarności w kwestii pracowniczej? Oczywiście nie.

Lewica jest za solidarną Europą. Solidarną, czyli taką, w której umawiamy się, że pracowników nie można traktować gorzej tylko dlatego, że przyjechali do pracy z innego kraju. Ale to dopiero pierwszy krok. Chcemy solidarnej Europy, w której obowiązuje europejska płaca minimalna i nikomu w żadnym kraju nie można zapłacić mniej. Chcemy solidarnej Europy, w której korporacje uczciwie płacą podatki. Chcemy Europy, w której nie będzie rajów podatkowych, krajów cwaniaków, które dorabiają się kosztem reszty. Tylko taka Europa przetrwa i będzie w stanie sprostać wyzwaniom przyszłości.

Jednak idee to jedno, a wykonanie drugie. Ta ustawa wymaga zmian. Dlatego przygotowaliśmy poprawki, które zagwarantują, że równe traktowanie pracowników nie zostanie na papierze. Ustawa nakłada na już skrajnie niedofinansowaną Państwową Inspekcję Pracy nowe obowiązki, ale nie idą za tym żadne środki. To trzeba zmienić. Trzeba zgodnie z treścią realizowanej dyrektywy zapewnić, żeby sankcje za łamanie zasad przez nieuczciwych przedsiębiorców były “skuteczne, proporcjonalne i odstraszające.”. Same grzywny wysokości od 1000 do 30 000 złotych tego nie gwarantują, bo dla wielkich korporacji to żadne pieniądze. Dlatego będziemy wnosić o to, żeby były one proporcjonalne do obrotów firmy.