Bronimy ciąganych po sądach aktywistów

Wyrok Sąd Najwyższego nie pozostawia złudzeń: zakaz zgromadzeń nie powinien mieć miejsca a dekrety, którymi go wprowadzono są bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Doprowadziło to do nadużyć ze strony policji w stronę protestujących kobiet.

Jesienią ubiegłego roku po pseudowyroku Trybunału Julii Przyłębskiej na ulice wyszło setki tysięcy kobiet protestować przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji i zmuszaniu kobiet do rodzenia niezdolnych do życia dzieci – mówiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. – W tym samym czasie na ulice wychodziły inne grupy. Pracownicy, przedsiębiorcy, kobiety, uczniowie, rolnicy realizowali swoje konstytucyjne prawo do gromadzenia się, do własnego poglądu, do protestu.  

Nie może być tak, że epidemia i dbałość o zdrowie publiczne doprowadzają do rozporządzeń bez mocy prawnej i stają się podstawą do stosowania przemocy wobec osób, którzy się władzy nie podobają – mówiła posłanka Razem, Magdalena Biejat. – Będziemy zawsze stawać po waszej stronie. Teraz, kiedy Sąd Najwyższy przyznał nam rację, trzeba wyraźnie mówić i przypominać, że nie tylko działa ono bez podstawy prawnej uniemożliwiając de facto zgromadzenia, nie tylko używano tego rozporządzenia, które nie powinno było mieć miejsca po to, żeby walić nim jak pałką swoich przeciwników politycznych, bo wiemy, że jedne zgromadzenia były bardziej rygorystycznie prześladowane, inne nieco mniej, natomiast to, do czego one doprowadziły, również to, co obserwowaliśmy na poszczególnych zgromadzeniach, to była narastająca fala przemocy ze strony policji, przyzwolenie na przekraczanie obowiązków, przyzwolenie na stosowanie metod niewspółmierne do sytuacji z jaką mierzyła się policja w czasie tych protestów.

– Całe społeczeństwo ponosi koszty działań Prawa i Sprawiedliwości i policji. Oni są opłacani z naszych podatków, a zamiast ścigać prawdziwych przestępców, ścigają nas – powiedziała posłanka Lewicy, Anita Sowińska.

– Byłam zatrzymana rok temu, 7 sierpnia, podczas protestu w obronie Margot – mówiła Natalia Kwiatkowska, członkini warszawskiego Razem. – Co najzabawniejsze, nie brałam udziału w żadnym proteście wtedy. Jedyne co, to miałam tęczową torbę. Tego dnia zatrzymano mnie koło godziny 21 i trafiłam na aż 25 godzin, to nie było przyjemne doświadczenie zwłaszcza, że nie dostałam swoich leków, których potrzebowałam. Pilnie potrzebowałam wtedy swoich leków, a policja niestety zwlekała z tym, żeby mi je dostarczyć. Może nie tyle dostarczyć, co podać, bo mieli je fizycznie! Po tym byłam ciągana po sądach.